Fucking Hell, Boner

To co u jednych jest zwykłą nazwą w innym języku może być trudno akceptowalnym zwrotem, wywoływać falę protestów i problemy z rejestracją nazwy. Tak też było i z marką piwa Fucking Hell której nazwę w 2009 r odrzucono, ale w 2010 r udało się ją jednak przeforsować.

Za górami za lasami jest w  Austrii miejscowości Fucking, to nie jest żart faktycznie mają taką miejscowość i widać ją nawet na mapie podobno zamieszkuje ją około 90 osób.
Jest taki gatunek jasnych piw dolnej fermentacji o nazwie Hell.
Weźmy teraz łychę marketingu i zmieszajmy te dwie nazwy wyjdzie nam piwko o radosnej nazwie Fucking Hell co w języku wyspiarzy jest raczej niezbyt kulturalnym określeniem.

Pomimo pierwotnego odrzucenia nazwy przez europejską komisję do znaków towarowych udało się zarejestrować jednak kontrowersyjną dla angoli nazwę i wyprodukować piwo o nazwie która zapada w pamięć 🙂

Komisja do znaków towarowych UE w swoim oświadczeniu podała:

„The word combination claimed contains no semantic indication that could refer to a certain person or group of persons. Nor does it incite a particular act. It cannot even be understood as an instruction that the reader should go to hell,”

Ciekawe czy nasz rodzimy Browar na Jurze ze swoją rodziną piw „Boner” też by miał problemy z rejestracją nazwy wszak to  słowo też ma swój wydźwięk po angielsku 🙂

2 lipca 2011

Możliwość komentowania jest wyłączona.